Wejście do kontenera: atmosfera, fumigacja i zasada dwóch osób

Wszystkie pozostałe teksty na tym blogu dotyczą tego, żeby ładunek dojechał w całości. Ten dotyczy tego, żeby człowiek wyszedł z kontenera o własnych siłach. Kodeks CTU poświęca temu osobny, krótki rozdział i nie jest to kurtuazja: jednostka transportowa jest przestrzenią zamkniętą, a przestrzenie zamknięte zabijają ludzi, którzy nie wiedzieli, że wchodzą do przestrzeni zamkniętej.

Powietrze w środku nie musi nadawać się do oddychania

Kodeks stawia sprawę wprost: atmosfera w jednostce może być niebezpieczna. Powody są dwa i oba są niewidoczne.

Pierwszy to poprzedni ładunek. Niektóre towary zużywają tlen albo wydzielają gazy, więc jednostka, która wygląda na pustą i czystą, potrafi mieć w środku atmosferę bez tlenu albo z gazem toksycznym. Nic tego nie zdradza z zewnątrz.

Drugi to fumigacja, czyli celowe zagazowanie ładunku w celu zwalczenia szkodników. Środek fumigacyjny nie znika po zakończeniu zabiegu: utrzymuje się w ładunku i w przestrzeni jednostki, a przy drewnie i towarach sypkich potrafi utrzymywać się długo.

Stąd bierze się podstawowa zasada: przed pierwszym wejściem jednostkę należy przewietrzyć.

Kolejność, której nie wolno zmieniać

Najważniejsze zdanie z całego rozdziału dotyczy nie tego, co zrobić, tylko kiedy. Jeżeli jednostka przewoziła ładunek znany z tego, że zmienia atmosferę, albo ładunek był poddany fumigacji, to wnętrze należy zbadać przed jakimkolwiek wejściem, a jeśli to możliwe, jeszcze przed otwarciem drzwi.

Cztery kroki przed wejściem do jednostki: ustal oznakowanie, dokumenty i poprzedni ładunek, zbadaj atmosferę przed otwarciem drzwi, otwórz i przewietrz wnętrze, dopiero potem wejdź w zasadzie dwóch osób; poniżej ostrzeżenie, że obserwator nie wchodzi ratować bez ochrony dróg oddechowych, oraz przypomnienie, że nie każda fumigowana jednostka jest oznakowana
Pomiar wyprzedza otwarcie drzwi, a nie odwrotnie: po otwarciu nie ma już czego mierzyć

To odwraca odruchową kolejność. Naturalnie robi się tak: otwieram, zaglądam, oceniam. Kodeks mówi: mierzę, potem otwieram. Powód jest prosty i brutalny. Po otwarciu drzwi gaz zaczyna uchodzić na zewnątrz, w stronę osoby stojącej przy drzwiach, a pomiar przestaje mówić cokolwiek o tym, co było w środku. Otwarcie drzwi jest jednocześnie pierwszym narażeniem i zniszczeniem dowodu.

Dopiero gdy jest bezpiecznie, otwiera się drzwi i wietrzy wnętrze.

Nie każda fumigowana jednostka jest oznakowana

Tu Kodeks robi rzecz, którą trzeba docenić: mówi wprost, że system oznakowania bywa zawodny. Jednostki poddane fumigacji powinny być odpowiednio oznakowane, ale ponieważ nie wszystkie są, przy otwieraniu drzwi trzeba zachować ostrożność.

To jest zdanie, które warto przepisać do instrukcji stanowiskowej. Brak tabliczki ostrzegawczej nie jest dowodem, że w środku nie ma gazu. Jest tylko brakiem informacji, a brak informacji przy przestrzeni zamkniętej traktuje się jak informację złą.

Sama fumigacja nie jest przy tym marginesem. Jednostka z fumigowanym ładunkiem jest według Kodeksu IMDG towarem niebezpiecznym klasy 9 o numerze UN 3359, z wymogami dotyczącymi nalepek ostrzegawczych i konkretnym brzmieniem znaku ostrzegawczego umieszczanego na drzwiach. Jeżeli sam zlecasz fumigację przed zamknięciem jednostki, zabieg wykonuje się zgodnie z przepisami miejscowymi i z aneksem Kodeksu poświęconym fumigacji.

Zasada dwóch osób i najgorszy odruch

Przy wejściu obowiązuje układ, który wygląda na oczywisty, a w praktyce prawie nigdy nie jest przestrzegany, bo „to tylko na chwilę”: wchodzi jedna osoba, druga zostaje na zewnątrz i obserwuje.

Sedno jest jednak w drugiej części zasady. Jeżeli osoba, która weszła, nie jest w stanie wyjść o własnych siłach, obserwujący wzywa pomoc, a sam wchodzi dopiero wtedy, gdy ma odpowiednie środki ochrony indywidualnej lub gdy wezwano służby ratownicze.

To jest najtrudniejszy fragment całej procedury, bo stoi w poprzek ludzkiego odruchu. Widzisz, że kolega leży, więc biegniesz. Tymczasem powietrze, które w kilkanaście sekund unieruchomiło jego, zadziała tak samo na Ciebie. Efekt jest arytmetyczny: zamiast jednej osoby do wyciągnięcia są dwie, obie nieprzytomne, a nikt na zewnątrz już nie wie, co się dzieje.

Dlatego rolę obserwatora trzeba wyznaczyć imiennie i na głos, zanim ktoś wejdzie. Rola, której nikt nie objął świadomie, znika dokładnie w tym momencie, w którym jest potrzebna.

Otwarcie drzwi to początek, a nie koniec

Powszechne przekonanie brzmi: otworzyliśmy, powietrze weszło, jest dobrze. Kodeks temu zaprzecza. Poważne zagrożenia utrzymują się w fumigowanym towarze i w ładunkach sypkich zapakowanych w jednostce, a przypadki zatrucia spowodowane niedostatecznym przewietrzeniem kontenerów po ich otwarciu zdarzały się w wielu krajach.

Sens jest taki: otwarcie drzwi rozpoczyna wietrzenie, a nie je kończy. Gaz związany w ładunku uwalnia się stopniowo, więc jednostka, która po pięciu minutach wydaje się bezpieczna, po godzinie rozładunku w głębi ładunku bezpieczna być nie musi.

Do tego dochodzi zestaw sygnałów, które widać z zewnątrz i które oznaczają, że jednostkę należy odizolować albo zachować szczególną ostrożność: nienaturalnie wysoka temperatura, wyciek substancji oraz odkształcone poszycie.

I rzecz z zupełnie innego porządku, ale dotycząca tego samego momentu: przy pierwszym otwarciu drzwi ładunek mógł się przesunąć w transporcie. Kodeks zaleca pas bezpieczeństwa założony wokół wewnętrznych drążków ryglujących, który ogranicza swobodny ruch skrzydła. Ostrożności wymaga też samo zdejmowanie mocowania, zwłaszcza przy ładunkach o wysokim środku ciężkości i na płytach o małym tarciu.

Zanim oddasz jednostkę

Obowiązki nie kończą się na rozładunku. Odbiorca odpowiada za to, żeby jednostka wróciła całkowicie czysta, bez pozostałości ładunku, substancji szkodliwych i widocznych szkodników, a odpady, podkłady i zużyte materiały mocujące zutylizowane były zgodnie z miejscowymi przepisami środowiskowymi.

Przy towarach niebezpiecznych dochodzi wymóg, żeby nie pozostało żadne zagrożenie, co bywa równoznaczne ze specjalnym czyszczeniem. I rzecz, o której zapomina się najczęściej: wszystkie nalepki i oznaczenia dotyczące ostatniej przesyłki trzeba usunąć lub zamalować.

Ten ostatni punkt bywa lekceważony jako biurokracja, a jest dokładnie odwrotnie. Jednostka jadąca z nieaktualną nalepką uczy kolejnych ludzi, że nalepki nie znaczą nic. To jest ten sam mechanizm, przez który brakujące oznakowanie fumigacji z sekcji wyżej jest w ogóle groźne.

Co z tego wynika

  • Traktuj każdą zamkniętą jednostkę jak przestrzeń zamkniętą. Nie dlatego, że zwykle jest groźna, tylko dlatego, że kiedy jest, nie widać tego z zewnątrz.
  • Pomiar przed otwarciem, nie po. Po otwarciu drzwi mierzysz już tylko to, co zostało.
  • Wyznacz obserwatora imiennie. I ustal na głos, że nie wchodzi ratować bez ochrony dróg oddechowych. To jedyna zasada z tego artykułu, której złamanie podwaja liczbę ofiar.
  • Nie pal, nie jedz i nie pij podczas pakowania, mocowania i rozpakowywania. Kodeks wymienia to osobno i nie chodzi o kulturę pracy, tylko o drogę, którą pozostałości chemiczne trafiają do organizmu.
  • Zdejmij stare nalepki. Fałszywe ostrzeżenie psuje wszystkie pozostałe.

Ten tekst opisuje moment przed samym załadunkiem albo tuż po rozładunku. Co sprawdzić w jednostce, gdy powietrze jest już bezpieczne, opisuje artykuł Kontener przed załadunkiem, a kto w łańcuchu przewozu odpowiada za który odcinek, Kto odpowiada za mocowanie ładunku.


Zasady opisane w tym artykule pochodzą z Kodeksu CTU, czyli IMO/ILO/UNECE Code of Practice for Packing of Cargo Transport Units (wydanie 2014), w szczególności z rozdziału o wejściu do przestrzeni zamkniętych, z części o czynnościach po zapakowaniu oraz z aneksów o przyjmowaniu jednostek i o fumigacji. Klasyfikacja UN 3359 pochodzi z Kodeksu IMDG. Przystępne streszczenie Kodeksu CTU wydaje Cargo Integrity Group jako „CTU Code: a quick guide”. Artykuł nie zastępuje instrukcji BHP ani szkolenia z pracy w przestrzeniach zamkniętych.